NIE LADA WYZWANIE

Moja Lena niedawno skończyła 4 miesiące! Nadal nie mogę uwierzyć w to, że jest już taka duża i rozumna. Ten czas tak szybko leci – chyba za szybko. Jeszcze niedawno była w brzuszku – kopała, wierciła się i miała ciągle tą czkawkę. Niestety ta czkawka została jej do tej pory. Ciągle ją męczy. A teraz cudnie się uśmiecha, gaworzy, bawi się, śmieje w głos, wodzi wzrokiem za nami i za naszym głosem a przede wszystkim pokazuje kto rządzi w naszym domu. Uwielbia się kąpać, przebierać, jeździć samochodem a przede wszystkim uwielbia mamusi rączki, nie lubi za to smarowania buzi, zakładania czapki i jak mamusi nie ma w pobliżu. 😉

Cztery miesiące temu ją urodziłam. Jakoś jeszcze przychodzą mi do głowy myśli porodu. Bo wciąż nie mogę uwierzyć w to jak takie maleństwo zmieściło się w moim brzuchu i przyszło na świat. CUD. Sam poród się powoli zamazuje, chociaż pewnie będę go pamiętać do końca życia. Jak to jest? Hmm… każda kobieta rodząca odczuwa to inaczej i ma inne wspomnienia. Jedne mniej lub bardziej pozytywne. Mogę tylko powiedzieć, że warto.

Urodziłam moje maleństwo naturalnie 6 dni przed terminem. 14 grudzień 2016 –  nic nie wskazywało na to, że tego dnia przyjdzie na świat moja córeczka. Żadnych bóli przepowiadających, żadnego sączenia się wód płodowych, żadnych niepokojących oznak. Zmęczenie – norma, ból kręgosłupa – norma, niewyspanie – norma. W sumie to 39 tydzień więc nie było co się temu dziwić.

Tego dnia mieliśmy z mężem jechać do moich rodziców. Zmieniliśmy jednak zdanie i postanowiliśmy ubrać choinkę a w odwiedziny mieliśmy jechać następnego dnia. Tak jak byśmy podświadomie wiedzieli, że ten wielki dzień właśnie nadszedł. Choinkę ubraliśmy. Zdążyłam nawet jeszcze pozamiatać podłogę i umyć się. Na szczęście wszystko potoczyło się bardzo szybko. Całość porodu trwała u mnie 3 godziny (odejście wód, pierwsze skurcze do pojawienia się malej na świecie). Byłam umówiona ze swoim lekarzem na cesarkę a tu okazało się, że nie ma na nią czasu bo moje dziecko było już w drodze na ten świat. Śmieję się, że mała wystrzeliła jak z torpedy. I całe szczęście. Bałam się bardzo. Nawet teraz jak bym miała rodzić jeszcze raz to bym się bała – nawet chyba jeszcze bardziej. Ból nieziemski – jednak zapomina się o nim od razu po. Przeżycie niesamowite. Wielkie wzruszenie, duma i szczęście jak słyszy się pierwszy płacz swojego dziecka.

Jestem z siebie dumna. Jestem dumna z mojej córki. Dałyśmy radę. Było warto. Moje 3250 g i 53 cm szczęścia!!! Teraz oczywiście znacznie więcej. 😉

Moje szczęście :-*

Do miłego następnego

Iwona

Published by

  • Iwonko, trzymajcie się zdrowo, rośnijcie i cieszcie sobą każdego dnia!

    Córa jest prześliczna!

    • Dziękuję Ci Kochana bardzo za miłe słowa:-) Pozdrawiam i buziaków moc :-*